Labirynt – metaforyczna opowieść o dorastaniu i uczeniu się relacji

labirynt

Nie taki jak w grach komputerowych, z misjami do zaliczenia i poziomami do przejścia.
Mój był bez początku i bez końca.
Zbudowany z rzeczy, które nie miały formy:
ciszy, myśli, które nie chciały być wypowiedziane, spojrzeń, których nie rozumiałam.                                                                                  Pełen chaosu i samotności.

W tym labiryncie mieszkałam długo.
Znałam korytarze myśli, które prowadziły donikąd,
i zaułki, w których najlepiej się ukryć, gdy ktoś zbliża się za bardzo.

Z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie.
Szkoła. Oceny. Scrollowanie.
Czasem uśmiech.
Czasem ironiczny komentarz.

Tylko w środku coś bolało.
Nie dramatycznie.
Po prostu… cicho i codziennie.

Nie wiem, co sprawiło, że się zgodziłam.
Mama powiedziała:
– To tylko spotkania. Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.
Terapeutka powiedziała:
– Możesz być sobą. Tu nie trzeba niczego udowadniać.

Nie ufałam tym słowom.
Ale poszłam.

Na początku czułam się jak statysta w filmie, który nie zna scenariusza.
Byli inni – każdy z jakąś historią, z jakimś sposobem milczenia.
Jedni zasłaniali się żartami, inni słuchawkami.
Ja – uśmiechem bez treści.

Ale coś się wydarzyło.
Nie od razu.
Nie na zawołanie.

Najpierw usłyszałam, że ktoś inny też boi się konfliktów.
Potem, że ktoś nie wie, jak zacząć rozmowę bez stresu.
I że czasem, kiedy jesteś cicho, to nie znaczy, że nie masz nic do powiedzenia.
Tylko że nie wiesz, czy ktoś będzie chciał słuchać.

Zajęcia wyglądały… zwyczajnie.
Rozmowy o tym, co dla nas ważne.                                                                      Okazje żeby powiedzieć „nie zgadzam się”
Przestrzeń by powiedzieć, co mnie rani i poszukać tego jak chcę zareagować.
Rozmowy o emocjach, które wcześniej znałam tylko jako zamęt w brzuchu.

Zaczęłam powoli budować coś, czego wcześniej nie miałam:
język.
Nazwy na to, co czuję.
Słowa, które nie były ani zbyt duże, ani zbyt słabe.

Nie wyszłam z labiryntu.
On nadal jest.
Ale już się w nim nie chowam.
Czasem idę przez niego razem z kimś.
Czasem sama – ale z mapą.

I już nie boję się, że ktoś zobaczy wnętrze.
Bo teraz wiem, że to, co w środku, też ma wartość.

Jeśli masz wrażenie, że jesteś „inny/a”, że nie pasujesz – może po prostu nikt nie nauczył Cię, jak mówić o tym, co ważne.
Są miejsca, gdzie można się tego nauczyć. Bez ocen. Bez presji. W swoim tempie.

Chcesz dowiedzieć się więcej lub umówić się na spotkanie?
Zapraszamy do kontaktu:

Dodaj komentarz